Zaznacz stronę
Najtaniej uczyć się na cudzych błędach, czyli do biura podróży już z własnym prawnikiem

Najtaniej uczyć się na cudzych błędach, czyli do biura podróży już z własnym prawnikiem

Bartosz Kempa, radca prawny naszego serwisu był gościem „Prawniczego wtorku” na antenie radia Olsztyn.

Nasz ekspert opowiadał m.in. o możliwych pułapkach i problemach na wakacjach z biurami podróży.


Całej audycji możecie posłuchać tutaj.


Redakcja: Przeglądaliśmy katalogi, wybraliśmy wycieczkę, a na miejscu okazało się, że wcale nie jest tak wspaniale, jak obiecywał nam na przykład sprzedawca owej wycieczki na miejscu. Albo jak została ona opisana w Internecie. Bo coraz częściej również korzystamy z internetowych operatorów i biur podróży. Czy ten brak zadowolenia z wakacyjnego urlopu to rzecz z która de facto można pójść do sądu? Sprawdzamy. (…) Dużo jest takich sytuacji, że klienci, turyści wracają niezadowoleni i mówią „o nie, tak być nie może. Oni mi za to zapłacą…”?

Bartosz Kempa: Dużo i coraz więcej. Ja myślę, że z jednej strony można powiedzieć tak – to dobrze, bo to też świadczy o tym, że klienci biur podróży mają coraz większą świadomość swoich praw. I to jest taką główną, w mojej ocenie, bolączką czasu przeszłego, ale też teraźniejszości – że wciąż klienci biur podróży nie do końca są świadomi swoich praw, a biura podróży próbują to wykorzystać.

Redakcja: Czyli klienci na ogół nie czytają umów? Tylko składają podpisy i robią przelewy?

BK: Powiem tak. Chciałbym wszystkim słuchaczom powiedzieć, że wciąż najtaniej uczyć się na cudzych błędach. Dlatego też bardzo często zastanawiam się, czemu do biur podróży klienci wciąż chodzą w pojedynkę. To znaczy nie szukają asysty prawników, chociażby radców prawnych. Może dlatego, że wciąż ufają burom podróży? Aczkolwiek tegoroczne badania przeprowadzone w Unii Europejskiej mówią, że my Polacy jesteśmy jednym z tych narodów, który ma akurat najmniejsze zaufanie do biur podróży i wydaje się, że z czegoś to wynika. Może dlatego chodzimy w pojedynkę, bo chcemy zaoszczędzić? Tylko pytanie na czym? Bo jeżeli ten urlop jest naszym czasem wymarzonym, wyczekanym, co więcej opłaconym – czasem płacimy kilka, kilkanaście tysięcy za taką wycieczkę, to na czym chcemy oszczędzać? Może dlatego, że na co dzień jesteśmy zabiegani i brakuje nam czasu na taki kontakt z prawnikiem czy z radcą prawnym?

Redakcja: Panie mecenasie, ale to raczej jest rzadko spotykana sytuacja, że idziemy do biura turystycznego [z prawnikiem]. Przecież z tym biurem to latamy na wakacje już kilka dobrych lat i do tej pory nic się złego nie wydarzyło. Czyli jest to nasze zaufanie do biura. Dostajemy przecież umowę. I pani nam paluszkiem pokazuje: to ważne, tu proszę podpisać. No a to, że my nie czytamy, to nasza wina.


Zobacz też: Umowa z biurem podróży – jak ją (z)rozumieć


BK: No tak. Tylko przypomnijmy sobie – większość z nas przynajmniej raz w życiu była na takiej zorganizowanej wycieczce z biurem podróży. W związku z tym postarajmy się przypomnieć sobie, jak wygląda taka umowa. Ja od razu podpowiem. Ona się składa z wielu części, także z tej części zwanej OWU – Ogólne Warunki Umowy. Tam jest  dużo tekstu. To jest zazwyczaj tekst pisany małą czcionką…

Redakcja: Żargonem, który być może nie jest zrozumiały…

BK: I to zazwyczaj OWU zawiera wszelkiego rodzaju, jak to mówią moje dzieci, zahaczki i disclaimery. Te klauzule, które starają się wyłączać odpowiedzialność biura podróży. I dlatego mówię, że prawnik, radca prawny po stronie klienta, już na tym etapie może być takim sojusznikiem, który pozwoli przebrnąć przez te klauzule klientom, konsumentom. A przede wszystkim no to na jego głowie może być to, że on to przeczyta i zwróci nasza uwagę na pewne, właśnie tego rodzaju klauzule, które są niebezpieczne.

Redakcja: No dobrze. W tej umowie jest zawarte wszystko. I prawa i obowiązki, jakie także i na nas, a nie tylko na przewoźniku będą spoczywać. Czyli to będzie dokument, który nam pozwoli ewentualnie dochodzić swoich praw?

BK: Tak, dlatego, że jeżeli mamy być z czegoś niezadowoleni, jeżeli możemy mówić w ogóle o zmarnowanym urlopie, czyli mieć prawo do jakichkolwiek roszczeń wobec biura podróży, to faktycznie będą one wynikać z niezgodności z umową. Czyli treść umowy mówi o obowiązkach biura podróży, ale i naszych prawach, jako klientów…

Redakcja: A jakie są najczęstsze haczyki, to, na co powinniśmy zwrócić uwagę?

BK: Chociażby hit ostatniego lata, czyli dojazd własny. (…) Ja będę wszystkich słuchaczy przekonywał do tego, że podróże zorganizowane i turystyka zorganizowana faktycznie są czymś ciekawym, dlatego że z założenia bezpiecznym. Jako prawnik zwracam uwagę na to bezpieczeństwo prawne i powiem tak. Ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, długa i skomplikowana nazwa – nikt z nas nie musi tego pamiętać – ale właśnie w tej ustawie jest zapisanych szereg praw naszych, jako klientów. I teraz jeżeli mowa o haczykach, to wystarczy, że biura podróży tak sprzedadzą nam ten produkt, że nie będzie to imprezą turystyczną. Czyli że, tak w skrócie mówiąc, połączeniem co najmniej dwóch usług turystycznych czyli np. zakwaterowanie czyli hotel plus przelot, tylko na przykład hotel, do którego mamy dojechać samodzielnie. I ten drugi produkt nie będzie już podlegał dobrodziejstwom tej ustawy, a tym samym nie da klientom ochrony. Jeżeli biuro podróży – a tak się zdarza – nie zasygnalizuje odpowiednio właśnie tego wątku, gros z nas, nawet po wysłuchaniu takiej audycji i tego, co mówię, może sugerować się, że jeżeli z biurem podróży, to zawsze bezpiecznie. A tak nie jest.

(…)


Zobacz też: Itaki wakacje 2021 z dojazdem własnym, ale bez ochrony prawnej


Redakcja: Nie lubimy takiego sformułowania „nieudany urlop” i wszyscy chyba chcielibyśmy uniknąć konsekwencji właśnie takiego. Będąc za granicą, ale również chyba w Polsce możemy spotkać się z tym , że to, czego oczekiwaliśmy nie było dokładnie tym, co dostaliśmy.(…) Warto dochodzić swoich praw, jeśli tylko jest niezadowolenie. (…) Mamy prawa, obowiązki i są konkretne terminy, kiedy musimy działać, jeśli tylko jest jakieś niezadowolenie w nas.

BK: Tak, to prawda. Jeżeli tylko mamy powody do niezadowolenia, czyli patrzymy, że coś jest nie tak pomiędzy tym, jak sobie to wyobrażaliśmy i co mamy zapisane w umowie, a tym, co zastajemy na miejscu, przede wszystkim i tu sygnalizuję nasz obowiązek, o którym być może nie wszyscy wiedzą. Jak najszybciej zgłosić takie niezgodności przedstawicielowi organizatora. Czyli do biura podróży, a nie do jego podwykonawcy czyli hotelarza. To jest bardzo ważna rzecz – zgłosić to też się w taki sposób, żeby pozostał po tym ślad. Nie zapominajmy, że rezydent jest na liście płac biura podróży i nie zawsze będzie chciał pamiętać to, o czym do niego mówiliśmy i co mu zgłaszaliśmy. Także ważną rzeczą jest to, żeby zgłosić to albo pisemnie, albo przez sms, albo, jeżeli dzwonimy po prostu postarać się nagrać taką rozmowę.

Redakcja: Ale jeszcze w czasie pobytu?

BK: Jeszcze w czasie pobytu. To jest ważne. Mamy to zrobić jak najszybciej. Mechanizm jest dosyć sprawiedliwy, bo jeżeli jak najszybciej zgłosimy pewną niezgodność, tym samym dajemy też biurom podróży szansę na to, żeby zareagowały i po prostu ją usunęły. I dopiero fakt nieusunięcia takiej niezgodności lub zbyt późnego usunięcia, bo to też może mieć miejsce daje nam prawo do tego, żeby zgłosić pewne roszczenia. Ale to już na trochę innym etapie.


Czytaj też: Jak skutecznie zgłaszać problemy na wakacjach z biurem podróży?


Redakcja: Usterka, albo powód naszego niezadowolenia nie został usunięty, ten problem nie został rozwiązany, my finalnie wracamy do kraju i co robimy dalej? Jeśli mamy oczywiście zgłoszone tamto na miejscu?

BK: Pani redaktor poruszyła bardzo ważną rzecz. Bo wracamy do kraju i to jest taki moment, który faktycznie rozdziela i rozróżnia dwie kategorie naszej aktywności. Jedno to jest zgłoszenie niezgodności i to robimy w miarę naszych możliwości jeszcze podczas pobytu tam. Na wakacjach. Natomiast faktycznie czas na reklamację i na zgłoszenie naszych roszczeń to jest czas już na spokojnie, po powrocie. Chciałem zasygnalizować jedną rzecz. Bo ponad dwa lata temu zmieniła nam się ustawa i ona przestała już budować terminy na zgłoszenie takich reklamacji. I teraz te terminy znajdujemy już nie w ustawie, tylko w umowie. Każdorazowo w naszej umowie z touroperatorem. Ilu touroperatorów, tyle umów i tyle terminów. Zazwyczaj jest to nie mniej niż 30 dni, ale bywają też dłuższe. W związku z tym, to jest doskonały czas na to, żeby jak najlepiej przygotować się do takiego wystąpienia. Także być może przy asyście prawnika, radcy prawnego.

Redakcja: Czyli nie szukamy w internecie wzoru reklamacji?

BK: No myślę, że nie. Dlatego, że ja będę ostrzegał – ten wujek Google nie jest zawsze wujkiem Dobrą Radą. I nie ukrywam, że moim spostrzeżeniem ostatnich dni jest to, że na stronach tych organizacji, które powinny dbać o nas – konsumentów, m. in. UOKiK-u, możemy znaleźć wciąż takie wzory reklamacji, które jeszcze operują starymi przepisami, starą ustawą. Trochę wstyd. Ale też, przede wszystkim, niebezpieczeństwo dla nas – klientów biur podróży.


Czytaj też: o tym dlaczego nie warto korzystać z gotowców  z internetu i jeśli chcesz reklamować nieudane wakacje z biurem podróży – gdzie (nie) szukać pomocy.


Redakcja: A jakie roszczenia nam przysługują? O co możemy wnioskować?

BK: Powiem tak. Tu jest całkiem dobrze, dlatego, że przysługują nam aż trzy roszczenia. Oczywiście, w zależności od tego na jakie niezgodności narzekamy i z czym się mierzymy. Mamy i roszczenie o obniżenie ceny i o odszkodowanie, ale także o zadośćuczynienie za poczucie zmarnowanego urlopu. I z tym ostatnim. To jest taka wycena za pewien w cudzysłowie bałagan w naszych głowach.

Redakcja: Za dyskomfort, który odczuwaliśmy na miejscu.

BK: Dyskomfort, pewne nasze oczekiwania. Jeżeli każdy z nas spojrzy na swoje plany urlopowe i na to, jak bardzo chciał naładować akumulatory, spędzić czas z rodziną i z przyjaciółmi, to powiem tak – najbliższa taka szansa zazwyczaj nie zdarza się zaraz po nieudanym, zmarnowanym urlopie, ale dopiero za czas jakiś. Może za tok? Kwestia covidowa też bardzo przesunęła nam te cykle podróży. Wciąż czekamy, co przyniesie nam listopad, grudzień. Czy nie wpłynie na możliwość dalszego podróżowania. Także jeżeli biuro podróży zmarnuje nam dzisiaj urlop, szykujmy swoje reklamacje i nie bójmy się. To jest nasze prawo. Powinniśmy jeszcze raz podsumować, co takiego złego nas spotkało, odpowiednio to udowodnić…

Redakcja: No właśnie, bo chciałabym też powstrzymać takie zapędy, że nagle zaczniemy szukać dziury w całym, a bo nuż mi obniżą cenę wycieczki. To też nie o to chodzi.

BK: To też nie o to chodzi. Są pewne reguły. I powiem tak – warto i zachęcam do tego, żeby zgłaszać takie reklamacje. Taka reklamacja, tu dokończę, powinna zawierać nasze roszczenie, czyli informację o jaką rekompensatę z tych trzech tytułów się ubiegamy, ale też wciąż powinna być oparta nie tylko o fakty i tu apeluję do wszystkich – piszmy, jak było naprawdę, to jest ważne, bo wcześniej czy później to wyjdzie – ale też wciąż to jest taki moment, w którym powinniśmy szukać takiego partnera w nas radcach prawnych, prawnikach, którzy też potrafią te fakty i te niezgodności oprzeć o konkretne przepisy. A to ma właśnie zrobić wrażenie na touroperatorach i pozwolić wypłacić ta rekompensatę. Poza sądem. To jest ważne.

Redakcja: Prawniczy wtorek dziś o turystyce, która nie kończy się wraz z sezonem wakacyjnym.(…) Dziękuję za rozmowę.

BK: Dziękuję za zaproszenie i życzę [zawsze] udanego wypoczynku.


Czytaj też: Odszkodowania od biur podróży – gdzie szukać pomocy?


Jeśli chcecie czytać więcej podobnych artykułów polubcie naszą stronę na Facebooku.


Kto szuka i błądzi, czyli kilka słów o poradach prawnych z internetu

Kto szuka i błądzi, czyli kilka słów o poradach prawnych z internetu

Większość klientów zanim (o ile w ogóle) trafi do kancelarii prawnej, wygoogla swój problem w internecie. Z bardzo różnym skutkiem. Dzisiaj o tym, czy „wujek” Google, to na pewno też wujek „dobra rada”…

Komu ufamy w internecie, czyli kim jest wujek „dobra rada”?

Wujek – kto to taki? Swój, rodzina czy obcy? Bo w zasadzie jak byliśmy mali to „wujku” zwracaliśmy się tak samo swobodnie do brata mamy jak i do dobrego kumpla rodziców. Jednak zazwyczaj, wujek to był taki fajny „gość”, któremu można było od razu zaufać, a może i dostać coś w prezencie…

Przewrotny wujek „Google”

Niezależnie od tego, jak dawno byliśmy mali, do dziś pozostał nam na pewno jeden wujek – wujek „Google”.

Znakomita większość klientów kancelarii prawnych, w poszukiwaniu oszczędności, i tak najpierw problem „wygoogla” i skorzysta z gotowych wzorów i materiałów dostępnych w internecie.

Z jednej strony to bardzo dobrze. Rośnie świadomość ich praw i poziom wiedzy i nawet, kiedy ostatecznie „lądują” w kancelarii, możemy mieć do czynienia z bardziej wyedukowanym klientem.

Z drugiej jednak strony w internecie mają szanse znaleźć mnóstwo informacji, które są już zwyczajnie nieaktualne.

I owszem, przy większości materiałów są daty, więc kiedy trafia się na artykuł np. z 2009 r. zazwyczaj następuje chwila zawahania, czy może coś się w tym zakresie nie zmieniło. Ale już publikacje świeższe, np. z tego i ubiegłego roku nie wzbudzają podejrzeń. I np. w oparciu o takie wielu klientów samodzielnie przygotowuje swoje pisma.

I często się dziwi, że nie zadziałały…

Czytaj też: Reklamacja nieudanych wakacji – wzór z Google’a, reklamacja wspólna czy pozew zbiorowy?

Bo w ubiegłym roku

…np. w turystyce weszła w życie nowa Ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, która mocno wpłynęła na prawa i ochronę klientów biur podróży, m. in w zakresie procedury reklamacyjnej.

Co ciekawe, okazuje się, że zmiany tej nie odnotowała spora część rynku.

Niektóre, mniejsze lub butikowe biura podróży w swoich dokumentach wciąż mają nieaktualne już zapisy dotyczące np. obowiązku udzielenia odpowiedzi na reklamację w ciągu 30 dni i automatycznego uznania reklamacji, w razie niedopełnienia tego terminu.

Przykłady:

Tak na szybko znajdujemy je m. in. w materiałach butikowego biura goforworld.com czy OPAL TRAVEL.

W obu przypadkach chodzi o biura podróży oferujące nietypowe wyprawy i wypoczynek – a więc otwarte na raczej zamożniejszych klientów. Na ich stronach internetowych możemy znaleźć rozpoznawalne z mediów postaci czy banery znanych firm, z którymi te biura współpracują.

Oraz… jak się okazuje, stare OWU (z 2014, 2016 r.), które staje się częścią Waszej umowy.

O tym, jak ważną częścią tej umowy jest OWU piszemy m.in. tutaj.

Problem jest czy go nie ma?

Sami w ostatnim czasie zetknęliśmy się z tym problemem. I co zaskakujące, z dwóch stron przysłowiowej barykady. Bo przyszło do nas dwóch klientów. Jeden z własnym, gotowym pismem reklamacyjnym do biura podróży, napisanym według starych przepisów. I drugi, który dostał odpowiedź od swojego touroperatora, powołującego się na zapisy nieaktualnej już ustawy.

Jako serwis Zmarnowanyurlop.pl ™ reprezentujemy klientów biur podróży – w związku z tym wiemy, jak rozegrać te nieścisłości po ich myśli. Bo, o dziwo – w niektórych przypadkach z takich „przeterminowanych” OWU można „wycisnąć” dla klienta biura więcej praw niż z ustawy po jej nowelizacji.

Jeżeli zatem o to właśnie chodziło np. dwójce opisywanych wyżej touroperatorów (większe prawa dla klientów), to brawo. Jednak nie chce nam się w to wierzyć. Wydaje się raczej, że po prostu w pędzie codzienności zapomnieli o tej zmianie. Bo z perspektywy klienta takiego biura byłoby lepiej, gdyby o takich benefitach mógł przeczytać w swojej umowie…

Jak z tego wybrnąć?

Może zamiast tylko mówić o tym, w jaki sposób nowa ustawa wpłynęła na ochronę klientów biur podróży, zaczniemy też bardziej kierunkowo i merytorycznie szkolić?

A jakie są Wasze doświadczenia?

PS. I dlaczego mamy wrażenie, że dyskutując o tym problemie, znowu będziemy szukać analogii w branży medycznej?;) W końcu znakomita większość pacjentów najpierw zapyta o swoją dolegliwość „wujka Google”, potem przejrzy rozmaite grupy i fora, których członkowie niekoniecznie znają się na medycynie i tak „uzbrojona” wybierze się w końcu do lekarza…


Jeśli chcecie czytać więcej podobnych artykułów polubcie naszą stronę na Facebooku.


 

Co Wam daje, a co zabiera oferta LAST MINUTE?

Co Wam daje, a co zabiera oferta LAST MINUTE?

Czy wiecie, że kupując wycieczki LAST MINUTE macie TAKIE SAME prawa, jak Ci, którzy kupili je kilka miesięcy wcześniej?

Nawet jeśli o urlopie decydujecie w ostatnim możliwym momencie.

Nawet jeśli wycieczka była już mocno przeceniona i kupiliście ją bardzo okazyjnie.

Nawet, jeśli odkupiliście ją od kogoś, komu nagle zmieniły się urlopowe plany.

WCIĄŻ macie prawo do reklamowania tego, co było niezgodne z ofertą i za co (nawet po przecenie) zapłaciliście.

I WCIĄŻ macie prawo do dochodzenia odszkodowania lub zadośćuczynienia za swój zmarnowany urlop.

Wakacyjne Last Minute jak kij – ma dwa końce

Inna rzecz, że decydując się przecenioną wycieczkę, nie możecie zapomnieć o możliwych konsekwencjach takiego wyboru. Jakich? Finansowych rzecz jasna.

Bo „zarobieni” będziecie wtedy, kiedy zapłacicie za wycieczkę połowę ceny, ale biuro zapewni Wam 100 proc. tego, co w ofercie. Przelotu, hotelu, pakietu i innych atrakcji.

Brzmi wspaniale, zapowiada się świetnie, ale w praktyce jest to mało prawdopodobne.

Jeśli coś nie zagra (zamiast z samego rana dotrzecie na miejsce wieczorem, hotel będzie miał overbooking i umieszczą was w zastępczym, a na plaży zamiast miękkiego piaseczku będą kamienie), to rezydent na Wasze zgłoszenie prawdopodobnie odpowie „no, ale przecież zapłaciliście tylko połowę ceny…”

Czytaj też: Jak skutecznie zgłaszać problemy na wakacjach z biurem podróży?

Co więcej, po reklamacji takich nieudanych wakacji, wysokość ewentualnego odszkodowania od biura podróży też będzie odpowiednio NIŻSZA.

Dlaczego odpowiedzialność biura podróży może być niższa?

Ponieważ w swoich umowach (w tej pisanej małym drukiem części czyli w OWU) touroperatorzy umieszczają zazwyczaj informację o OGRANICZENIU swojej odpowiedzialności do 3-krotności zapłaconej kwoty.

Jeśli więc biuro zepsuje Wasze wakacje Last Minute to PUŁAP maksymalnego odszkodowania lub zadośćuczynienia za zmarnowany urlop może być dużo niższy niż w przypadku regularnej ceny.

To brać Last Minute czy nie brać – co robić?

My zawsze zalecamy – kupujcie „z zimną głową”… czytajcie dokumenty, wpisujcie w umowy wszystkie ważne dla siebie kwestie. Nie dajcie się zaskoczyć.

A jeżeli już coś w umowie z biurem podróży obudzi Wasze wątpliwości – skorzystajcie z naszych konsultacji.


Podobał Wam się ten artykuł? Więcej znajdziecie też na naszym Facebooku.


 

Planujesz zimowe ferie z biurem podróży? O tym nie możesz zapomnieć.

Planujesz zimowe ferie z biurem podróży? O tym nie możesz zapomnieć.

Ferie zimowe już za kilka dni. Coraz częściej spędzamy ten czas z biurem podróży. Między innymi dlatego, że obejmuje nas ochrona, jaką daje Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (TFG). Chroni on podróżnych na wypadek niewypłacalności biura podróży i jak dotąd działa naprawdę sprawnie. Dzięki niemu czujemy się pewniej, zwłaszcza płacąc za wyjazd z dużym wyprzedzeniem. Jakie jeszcze prawa mają klienci biur podróży? I czym przed feriami może zaskoczyć nas touroperator? Odpowiadamy i podpowiadamy.

Czy biuro podróży może zmienić cenę ferii?

W umowie z biurem podroży warto poszukać zapisów dotyczących zasad podwyższenia ustalonej ceny. Touroperator, aby zapewnić sobie taką możliwość (np. w przypadku zmiany kursów walut, mających znaczenie dla danej imprezy turystycznej), musi bowiem wyraźnie zastrzec to w umowie. Pamiętajmy jednak, że 20 dni przed datą naszego wyjazdu na ferie cena nie może wzrosnąć. To dużo i mało. Jeżeli szczególnie zależy nam na zagwarantowaniu sobie niezmienności ceny, szukajmy ofert tych biur podróży, które albo takiego zapisu nie mają albo informują wprost, że ich ceny są stałe.

PAMIĘTAJ: Od lipca 2018 r. obowiązuje nowa ustawa o turystyce, która mówi, że jeżeli umowa przewiduje podwyższenie ceny, to obowiązkiem biura podróży jest zapisanie naszego prawa do obniżenia ceny, w przypadku, gdy obniżą się koszty touroperatora do momentu naszego wyjazdu.

Czytaj także: Umowa z biurem podróży – jak ją (z)rozumieć

Czy biuro podróży może zmienić zawartą umowę?

Nowością w ustawie – tym razem niekorzystną dla nas – jest też możliwość wprowadzania przez biura podróży tzw. „nieznacznych zmian”. Co oznacza termin „nieznaczna zmiana” tego ustawodawca nie wyjaśnił. Otwiera to touroperatorom olbrzymie pole do popisu. Bowiem, w ślad za przyznaniem sobie w umowie prawa do dokonania takich modyfikacji, biura podróży nie potrzebują już więcej naszej zgody na wprowadzenie ich w życie.

Czytaj też: O „nieznacznych zmianach” w OWU biura podróży Itaka

PAMIĘTAJ: Jeżeli wyjeżdżasz na ferie i ważne jest dla ciebie aby mieszkać w hotelu faktycznie położonym 200 m od wyciągu narciarskiego, wpisz to do umowy. Gdzie? W części indywidualnej jako „wymaganie specjalne”. W takim przypadku biuro podróży, które z sobie znanych przyczyn, będzie próbowało zmienić umowę i zakwaterować cię na ferie w innym hotelu (np. położonym już 5 km od wyciągu), będzie musiało cię o tym powiadomić. Jeszcze przed wyjazdem, gdyż taką zmianę trudno mu będzie traktować jako „nieznaczną”. A to z kolei otwiera tobie katalog dodatkowych możliwości. Bo, jeżeli hotel po zamianie nie jest dla ciebie atrakcyjny, możesz zażądać obniżenia ceny. Masz też prawo odstąpić od umowy i odebrać zapłaconą cenę za wycieczkę. Kolejną możliwością jest też odstąpienie od umowy i przyjęcie od biura podróży tzw. imprezy zastępczej (innej, także wyższej jakości i to bez obowiązku dopłaty). To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż jednostronna zmiana umowy, na którą nie masz żadnego wpływu. I za którą zapłaciłeś 100 proc. ceny…

Czy biuro podróży może zmienić przewoźnika?

Jeżeli umowa z biurem podróży obejmować ma przelot na ferie, a na swojej rodzinnej „czarnej” liście mamy jakiegoś przewoźnika, z którym nie lubimy latać, zapiszmy w umowie nazwę tych linii lotniczych, z którymi jest nam „po drodze”. Większość bowiem biur podróży zastrzega sobie możliwość jednostronnej zmiany przewoźników. Możemy więc natrafić na takiego, którego oceniamy jako niesolidnego (bo, np. już wiemy, że jest niepunktualny i dodatkowo latami nie wypłaca odszkodowań). Zastosujmy tu ten sam klucz –  zmianę linii lotniczych, wybranych przez nas i zapisanych w umowie jako wymaganie specjalne, trudno będzie uznać za „nieznaczną”.

Czytaj też: Długi termin rozpatrywania skargi na opóźniony lub odwołany lot

Czy mogę zrezygnować z wykupionych ferii z biurem podróży?

Zawsze. Jeżeli jednak biuro podróży poniosło już koszty związane z ich realizacją, będziemy musieli je pokryć. Często w umowie biuro podróży wskazuje opłatę pobieraną od nas za odstąpienie od umowy. Może być ona różna, w zależności od czasu, który pozostał do wyjazdu. Jest ona potrącana ze środków, które już zapłaciliśmy touroperatorowi.

PAMIĘTAJ: Jeżeli z jakichś przyczyn nie możesz udać się na opłacone już ferie, możesz wskazać na swoje miejsce inne osoby. Np. znalezione poprzez media społecznościowe. I to bez zgody biura podróży. Trzeba je jednak o tym zawiadomić nie później niż na 7 dni przed planowaną podróżą.

Jeżeli na ferie wybieramy się do ciepłych krajów, warto pamiętać o kolejnym naszym uprawnieniu. Od lipca 2018 r. pojawiła się bowiem możliwość bezkosztowego odstąpienia od umowy z touroperatorem w przypadku np. w którym obawiamy się o własne bezpieczeństwo. Chodzi tu o wystąpienie nieprzewidzianych, nadzwyczajnych okoliczności (np. burze tropikalne, trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów, katastrofy naturalne, etc.) w miejscu, w którym planowaliśmy nasz wypoczynek.

Czytaj też: Jak zrezygnować z wycieczki do Iranu.

Jak być dobrze ubezpieczonym na feriach?

Skoro mowa jest o bezpieczeństwie, warto jest zadbać o dodatkowe ubezpieczenie. Zwłaszcza, jeżeli na nasze ferie zaplanowaliśmy uprawianie sportów. Przypominamy, że biura podróży mają obowiązek ubezpieczyć nas tylko w ograniczonym zakresie (od następstw nieszczęśliwych wypadków i kosztów leczenia). Ale jeżeli na nasze ferie zaplanowaliśmy uprawianie sportów (np. wyjazd narciarski), warto jest wykupić dodatkowe ubezpieczenie (w tym OC lub pokrycia kosztów akcji ratunkowej) lub przynajmniej podnieść wysokość polisy.

PAMIĘTAJ: Możesz ubezpieczyć się także na wypadek zagubienia bagażu przez linie lotnicze. Warto jest jednak dokładnie przeczytać Ogólne Warunki Ubezpieczenia, gdyż gros z nich wyłącza odpowiedzialność przewoźników czarterowych. A to właśnie z nimi najczęściej latają biura podróży.

Jeżeli na ferie wybieramy się na narty, dowiedzmy się także o możliwość wykupienia dodatkowego ubezpieczenia dotyczącego zwrotu karnetu. Np. na wypadek brak śniegu czy kontuzji, która może wyeliminować nas z dalszego korzystania z długoterminowego karnetu. Naprawdę warto.

Do kogo po pomoc?

Jeżeli biuro podróży zaskakuje nas zmianami jeszcze zanim wyjedziemy na ferie, może się okazać, że na miejscu niespodzianek (i to takich niezbyt przyjemnych) będzie zdecydowanie więcej. Wszystkich na pewno nie uda się wykluczyć i uniknąć. Ot, takie życie. Jeśli jednak nieprzyjemności pojawiają się w wyniku zaniedbania i niefrasobliwości touroperatora, można i należy się przed tym bronić. I warto korzystać z pomocy.


Jeśli chcecie czytać więcej podobnych artykułów polubcie naszą stronę na Facebooku.


 

O nowej ustawie: Czy media nie są przesadnie optymistyczne mówiąc o większej ochronie turystów?

O nowej ustawie: Czy media nie są przesadnie optymistyczne mówiąc o większej ochronie turystów?

Do wejścia w życie nowych przepisów regulujących nasze (jako klientów) prawa wobec biur podróży pozostały zaledwie 3 dni. Próbując komentować zmiany jakim od 1 lipca ulegnie ochrona podróżnych na wakacjach, siłą rzeczy monitorujemy media, pod kątem prezentowanych w nich treści. Poniżej o tym, co dziś zaobserwowaliśmy…

Czy z nową ustawą w turystyce faktycznie będzie nam tak bardzo dobrze?

Portal Wyborczej opublikował dziś artykuł, który przykuł naszą uwagę – w kontekście komentarza do nowej ustawy napisano bowiem obiecująco:

„Od lipca Unia bierze klientów biur podróży pod większą ochronę. Biura będą oddawać pieniądze”!

Mówiąc szczerze, bardzo nam się podoba ten tytuł! Jednak czemu i my nie mielibyśmy pozostać optymistami?

Bo w artykule w żaden sposób nie zostały zasygnalizowane zmiany, które mogą tę naszą ochronę obniżyć i które 1 lipca też staną się faktem.

A może nową ustawą w turystyce ograniczy się część naszych uprawnień?

W jaki sposób? Bo np. organizator turystyki będzie miał OBOWIĄZEK podania jedynie PRZYBLIŻONEJ (A NIE KONKRETNEJ) daty początkowej i końcowej naszej „wycieczki” (a przecież nasz grafik urlopów w pracy nie jest już tak elastyczny).

Podobnie będzie z połączeniami – zwłaszcza tymi lotniczymi. Jeśli dokładny czas wyjazdu i powrotu nie zostanie określony w chwili podpisywania umowy (czego można się spodziewać w znakomitej większości przypadków, bo jest to dla touroperatorów po prostu korzystne), organizator turystyki będzie miał OBOWIĄZEK podania nam jedynie PRZYBLIŻONEGO (A NIE KONKRETNEGO) czasu wyjazdu i powrotu.

Powyższe, z oczywistych względów, będzie oznaczało dla nas klientów mniejszą, a nie większą ochronę. Dopiero praktyka pokaże, jak w takich okolicznościach egzekwować swoje prawa w przypadku np. znacznego opóźnienia samolotu. Skoro nasza umowa wskazywała jedynie PRZYBLIŻONY CZAS wylotu i przylotu, to po naszej stronie pojawi się obowiązek i konieczność wykazania kto, kiedy i w jaki sposób informował nas o dokładnych godzinach podróży.

O czym musimy pamiętać my – podróżni?

Jeżeli zatem w komentowanym artykule prezes Polskiej Izby Turystyki przekonuje nas (pod bardzo obiecującym nagłówkiem: „SZCZEGÓŁOWA OFERTA ALBO ZWROT PIENIĘDZY”), że: „zgodnie z nowymi przepisami organizator turystyki musi dokładnie opisać, co sprzedaje, aby klient, gdy dojdzie do nieprzewidzianych zdarzeń, mógł się skutecznie powołać na zapisy umowy”, to my MUSIMY PAMIĘTAĆ, że po 1 lipca organizator poinformuje nas wyłącznie o tym, do czego przymusza go nowa ustawa. A ta w wielu ważnych kwestiach stanie się bardziej liberalna dla touroperatorów niż obecna…


Jeśli chcecie czytać więcej podobnych artykułów polubcie naszą stronę na Facebooku.


 

O nowej ustawie: PLL LOT nie zamierzają podlegać nowej ustawie o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, która zacznie obowiązywać od 1 lipca!

O nowej ustawie: PLL LOT nie zamierzają podlegać nowej ustawie o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych, która zacznie obowiązywać od 1 lipca!

Ostatnio na naszym profilu facebookowym pisaliśmy o tym, że gros przedsiębiorców turystycznych nie wie/nie jest pewna w jakiej formie (jako organizator turystyki/ PUN PUT) będzie prowadziło sprzedaż usług po 1 lipca br. Czasu pozostaje coraz mniej. Od tej deklaracji zależał będzie także zakres ochrony podróżnych np. w przypadku reklamacji nieudanych wakacji i uzyskania odszkodowania lub zadośćuczynienia…

Nie posądzamy branży turystycznej o niską samoświadomość – obserwujemy bowiem, że zdecydowanie częściej wynika to z niejasności nowych przepisów, mających obowiązywać od początku lipca oraz wysokich wymagań (m. in. gwarancyjnych, informacyjnych), jakie ustawodawca nakłada na przedsiębiorców.

Zaplanuj (więc) wakacje z LOT!(?)

Na tym tle ciekawy komunikat dociera do nas z PLL LOT. W przedstawionej strategii biznesowej na czas po 1 lipca br. nasz rodzimy przewoźnik wskazuje, że zamierza zrobić wszystko (a w każdym razie wiele), aby pod nową ustawę nie podpadać w ogóle. O ile bowiem sam nie zabiega raczej o definiowanie jako „organizator turystyki” (jak np. biura podróży), czy PUN PUT-a (czyli „przedsiębiorca ułatwiający nabywanie powiązanych usług turystycznych”), o tyle wiele wskazuje, że jego dotychczasowy model biznesowy (czyli „powiązanie” sprzedaży biletów lotniczych z usługami dodatkowymi, oferowanymi m. in. przez booking.com) może podpadać już pod ustawową definicję PUN PUT.

Jak zatem LOT planuje z tego wybrnąć?

Póki co LOT powołuje się na korzystne dla własnego postrzegania sprawy przypadki z orzecznictwa unijnego (szczególnie w stosunku do znaczenia części pojęć użytych w nowej polskiej ustawie). Ale podkreśla, że w sytuacji, w której okazałoby się, że na tym polu interpretacyjnym zostanie jednak osamotniony, nie wyklucza wycofania się z tej części biznesu w ogóle. W ocenie LOT-u, przystosowanie modelu biznesowego do nowej ustawy byłoby dla niego po prostu za drogie w stosunku do potencjalnego zysku.

Jakie mogą być tego konsekwencje dla klientów?

LOT przekonuje, że niewielkie. Zwraca naszą uwagę na szereg regulacji o starszym rodowodzie, którym podlegają przewoźnicy lotniczy, wskazując jednocześnie, że jest to branża wręcz „przeregulowana”. Przypomina także, że gwarancje wymagane nową ustawą od PUN PUT-a (w tym przypadku LOT-u), zabezpieczają pasażera linii lotniczych wyłącznie na wypadek niewypłacalności przewoźnika, a nie usługodawcy, do którego odsyła. Wskazuje też, że przewoźnik lotniczy nie ponosi odpowiedzialności za prawidłowe wykonanie usług przez takiego przedsiębiorcę.

Czy plan się powiedzie?

Będziemy się temu przyglądać, bo samoświadomość LOT-u na tym etapie (kim jestem?/co robię?) jest godna podziwu. Jednak uzasadnienie prawne (szczególnie interpretacje prawne „nowego” modelu biznesowego) nie wszystkich przekonują (w tym marszałka województwa, który jest „strażnikiem” prawidłowego wykonania nowej ustawy). Pytanie też, jak dookreślą się konkurenci LOT-u działający na polskim rynku.

Zobaczymy.


Jeśli chcesz czytać więcej podobnych artykułów polub naszą stronę na Facebooku.